czwartek, 26 września 2013

Dlaczego nie jesteś tępa?

Nie jesteś tępa, bo rozumiesz, że człowiek, który poniża innego posiada deficyt poczucia własnej wartości i próbuje poczuć się lepiej. Nie jesteś tępa, bo wiesz, że, z racji samego człowieczeństwa należy Ci się szacunek.

Nie jesteś tępa, bo wychowujesz jedno, dwoje, a może troje dzieci, mówisz biegle w 2-3 językach, sprzątasz, gotujesz, pracujesz, organizujesz czas sobie i bliskim, przygotowujesz przyjęcia, może jesteś Dyrektorem, może filolożką, może prywatnym przedsiębiorcą, może wybitną ekonomistką a może nauczycielką, w każdym razie rozwijasz się zawodowo.

Nie jesteś tępa bo rozumiesz słowo immanentny, bo ostatnim tekstem dłuższym niż 1000 znaków, który czytałaś nie była relacja meczu Odra Wodzisław-Zagłębie Lubin. Bo nie patrzysz się bezmyślnie w telewizor na gadające głowy, tylko czytasz. Nie jesteś tępa, bo tak się składa, że to Ty zawsze rezerwujesz bilety do teatru, i to że inni obcują z jakąkolwiek kulturą wysoką to Twoja zasługa. Nie jesteś tępa, bo umiesz obsłużyć zmywarkę (co dla innych jest widocznie zbyt trudne, skoro tak rzadko ją włączają).

Nie jesteś tępa, bo pamiętasz o urodzinach, imieninach bliskich i przyjaciół. O Twojej mądrości świadczy to, że szanujesz innych i zawsze starasz się zrozumieć ich motywacje. Nie jesteś tępa, bo nie wkładasz białej koszulki do prania z czarnym rzeczami. Nie jesteś tępa, bo wiesz, że związek to nieustanna praca i Ty ją wykonujesz. Na pewno nie jesteś tępa.

WIĘC JEŚLI KTOŚ POWIE CI, ŻE JESTEŚ TĘPA, TO WYPROWADŹ PROSZĘ GRZECZNIE TĘ OSOBĘ Z BŁĘDU.  Jeśli nie zrozumie i nie przeprosi, to może mówiąc eufemistycznie, tej osobie brakuje mądrości. Tylko czy taka mądra osoba jak Ty chce tracić czas, żeby wyjaśniać komuś tak proste rzeczy?

wtorek, 9 lipca 2013

Kotlet mielony a sprawa polska!

Kulinaria to ostatnimi czasy temat intratny i popularyzowany przez media. Zapewne tak jak to bywa z innymi trendami (czy jak mówił Bilguun TRĄDAMI) także ten trąd odejdzie. Ale póki co moda na gotowanie trwa i ma się świetnie. Wiadomo! Na kuchni tak jak na piłce nożnej, betonowych brzozach i medycynie znają się wszyscy Polacy! No i zawsze znajdzie się jakiś market albo producent kaszy, który swój produkt chętnie ulokuje (od "lokowanie") tu czy tam. Więc jak Polska długa i szeroka, gotujemy i restauracjujemy. No ale my nie przyrządzamy już wędzonej makreli i śledzia po kaszubsku, teraz tylko sashimi i nigiri (a futomaki najlepiej pieczone). W domu mamy tylko ruccolę, sałata (teraz dla odróżnienia nazywana maślaną) odchodzi w niełaskę.. No a jeśli ser, to kozi, ciasto - francuskie (przecież nie drożdżowe?!). A sommelier to drugie imię przeciętnego Kowlaskiego.

No i teraz trochę sensualistycznej prywaty.. Otóż jeść uwielbiam, ale cała ta ogólnonarodowa krewetkowa podnieta mnie nie rusza. Właściwie jak pomyślę o moich doświadczeniach kulinarnych, to najlepiej wspominam chleb w smalcu smażony przez dziadka na patelni. A chleb jadłam z niejednego pieca :) Wiem, wiem, powiecie, że to z zazdrości, że gotować nie umiem. Ale tu pozwolę sobie na śmiałą tezę, czym może obrażę niejednego blogo-czytelnika. Uważam, że to całe zainteresowanie gotowaniem wynika z ubóstwa zainteresowań w innych sferach życia. Że mleczko kokosowe i trawę cytrynową łatwiej nabyć niż wiedzę, gdzie dokładnie leży Tajlandia. Idę o zakład, że miłośnicy kuchni różnorakich bez zadyszki wymienią 4 rodzaje maków (i nie chodzi mi o mak polny i lekarski), ale 4 główne wyspy Japonii, albo już nie daj Boże nazwisko jakiegokolwiek japońskiego pisarza pozostaną niezgłębioną tajemnicą. Konkludując - w kulinarnych snobizmach sensu nie odnajduję.

Właściwie już nie tylko z uwagi na własne (banalne) kulinarne upodobania, ale i z przekory, podtrzymuje prywatny kult kotleta mielonego. Tym bardziej lubię pierogi (nomen omen) ruskie, mizerię, a na śniadanie zajadam chleb z masłem, białym serem i szczypiorkiem. Uwielbiam zsiadłe mleko! Właściwie, jak kiedyś wreszcie nauczę się gotować (Ludzkości - nie trać nadziei!), to będzie to rosół i schabowy. I jeśli dane mi będzie wychowywać następne pokolenie Polaków, to przekażę im mój sekret na pomidorową (tylko jeszcze muszę go posiąść). Bo taki właśnie jest ten mój bigosowy patriotyzm, że tajską krewetkową ma w poważaniu.

czwartek, 4 lipca 2013

Jeśli szklanka jest do połowy pełna, to napełnij i drugą połowę!

Kiedy zastanawiasz się czemu nie cieszy Cię życie, odpowiedzi są dwie. Albo jesteś Mrukowatą Marudną Starą Zgredą albo... jesteś Mrukowatym Marudnym Starym Zgredem.. Innej opcji nie ma.

Bo życie jest radosne! I fascynujące, a powodów do radości dostarcza przynajmniej tysiąc każdego dnia. Jedziesz sobie autobusem linii 523 i starszy, taki zebrany w sobie pomarszczony i pogarbiony Pan wstaje i z uśmiechem na twarzy ustępuje miejsca młodej damie w ciąży (nie mylić z sensualistką). Ona się wzbrania, ale w efekcie jest przeszczęśliwa. I myślisz sobie, jak dobrze, że jest taki starszy pomarszczony, uprzejmy Pan, który ustąpi miejsca. Jak dobrze, że jest młoda Pani, co jej się chce być w ciąży i jechać autobusem. Jak dobrze, że obojgu chce się uśmiechnąć o 8.37. ŻYCIE JEST PIĘKNE!

Jest 8.50. Po tak pięknie rozpoczętym dniu w autobusie, wchodzisz do pracy, idziesz do kuchni, robisz kawę i znów życie jest piękne! Opróżniasz swój kubek latte i wraz z ostatnią kroplą masz wrażenie jakby Twoja do połowy pełna szklanka (wypełniona uśmiechem Pomarszczonego i Ciężarnej) opustaszała w sekundę..Więc myślisz sobie - czy jesteś Mrukowatą Marudną Starą Zgredą? Tę opcję naturalnie odrzucasz! Więc zastanawiasz się kto opustoszył moją szklankę? Jakby powiedzieli górale z Chicago: Kto ukradł Twój oscypek i została Ci tylko bryndza? No kto, kto?!? Wołasz na hali!

I dobrze wiesz! To Ty opróżniłaś swoją szklankę, to Ty polałaś żurawiną ten oscypek i oddałaś za bezcen! Ty! Więc moja miła, Sensualistko i Ty sensualisto też! Zabieraj swój owczy serek, napełniaj szklankę i ruszaj na Giewont! Na pewno jak tam wejdziesz, to znów ŻYCIE BĘDZIE PIĘKNE!!


poniedziałek, 24 czerwca 2013

Kultura!

Najpierw ogłaszam nowe znaczenie słowa sensualistka - kobieta poszukująca sensu.. A teraz ad rem..

Bill Clinton swoją pierwszą kampanię prezydencką wygrał dzięki chwytliwemu sloganowi: Gospodarka, Głupcze! W 2013 roku (w dobie kryzysu w pełni) hasło to zbiłoby zapewne jeszcze większy kapitał.. Ale na mnie (jako sensualistce :) ) większe wrażenie wywiera parafraza tego hasła, a mianowicie KULTURA - GŁUPCZE..

Jako zajadła :) konsumentka (brrr..) kultury z pełną powagą stwierdzam, że w niej udaje mi się znaleźć utracony sens. Że po wyjściu z teatru - jak na skrzydłach wracam do domu z przeświadczeniem, że rozumiem wreszcie świat, ludzi, relacje i to, o co chodzi w życiu.. Oczywiście radosne uniesienie kończy się wraz z dźwiękiem budzika, następnego poranka.. Ale nie odbiera to znaczenia tym 90 minutom, podczas których jestem jak Anna Karenina, Shirley Valentine, Danuta W. czy Rita.. Jestem każdą z tych kobiet, która próbuje nadać swojemu życiu sens.

A kiedy włączam Arethę i wraz z nią odmawiam "małą modlitwę za Ciebie" jestem jak 30 murzynek (a do diabła z poprawnością) w chórze gospel.. Jestem tam, jestem protestantką, jestem w albie i rytmicznie ruszam całym ciałem w radości z życia, muzyki i z chwili..

A kiedy czytam w komunikacji publicznej francuską beletrystykę, nagle małe ruchy, prozaiczne gesty nabierają poetyckiego znaczenia. Każda moja czynność wydaje mi się niezwykła i możliwa do opisania językiem pełnym metafor i (wymuszonego) patosu: "Sensualistka nieobecnym wzrokiem obrzuciła pozostałych pasażerów linii 523 i z poczuciem wyższości sięgnęła ręką do dna torby. Jej torba, zwykły worek kupiony na internetowej wyprzedaży, nagle wydała się być skarbcem, w którym sensualistka skrywa swoje sekrety. Ale tym razem postanowiła się podzielić choć jednym z nich z towarzyszami podróży. Wyciągnęła K S I Ą Ż K Ę. Ale to nie była książka jakich wiele...". Wtedy znów chwila nabiera znaczenia..

Dlatego właśnie - KULTURA - Głupcze!!!

czwartek, 13 czerwca 2013

Szukam sensu

Kiedy coś jest po raz pierwszy, presja jest ogromna. Chcesz, żeby to było wyjątkowe, na miarę oczekiwań Twoich i innych. Tak jest z tym wpisem...

No może troszkę inaczej.. Bo nikt poza mną samą nie ma żadnych oczekiwań. Nikt nawet nie przypuszcza, że ja i sens będziemy bawić się w chowanego. Tzn. ja zamknęłam oczy, policzyłam do dziesięciu, odwróciłam się, rozejrzałam i jego już nie było.. Gdzieś się schował!

Parę ładnych lat temu pewna znana była żona znanego byłego męża wydała książkę - "Co z tym życiem?". Książka sprzedała się świetnie mimo głosów krytyki postaci ze świata rozrywki. Ja sama podśmiewałam się z tej Pani, że takie wywód i bełkot pseudointelektualny prowadzi, co oczywiście nie przeszkodziło mi ochoczo dołączyć do grona czytelników. Ale poczytywałam sobie tę dialogowaną rozprawkę "o sensie życia"z poczuciem wyższości myślałam, że to płytkie i mało odkrywcze..

A teraz? O ironio sama uprawiam jeszcze niższą. I zamierzam ją uprawiać codziennie.Dla siebie!

Skoro doczekaliśmy takich czasów, że w gazetach ukazują się wywiady, które prezes korporacji przeprowadził sam ze sobą a właściwie jego asystentka z kierownikiem działu marketingu, to tym bardziej i ja mogę prowadzić dialog ze sobą.. A na pewno mogę prowadzić monolog. I taki będzie ten blog.