wtorek, 9 lipca 2013

Kotlet mielony a sprawa polska!

Kulinaria to ostatnimi czasy temat intratny i popularyzowany przez media. Zapewne tak jak to bywa z innymi trendami (czy jak mówił Bilguun TRĄDAMI) także ten trąd odejdzie. Ale póki co moda na gotowanie trwa i ma się świetnie. Wiadomo! Na kuchni tak jak na piłce nożnej, betonowych brzozach i medycynie znają się wszyscy Polacy! No i zawsze znajdzie się jakiś market albo producent kaszy, który swój produkt chętnie ulokuje (od "lokowanie") tu czy tam. Więc jak Polska długa i szeroka, gotujemy i restauracjujemy. No ale my nie przyrządzamy już wędzonej makreli i śledzia po kaszubsku, teraz tylko sashimi i nigiri (a futomaki najlepiej pieczone). W domu mamy tylko ruccolę, sałata (teraz dla odróżnienia nazywana maślaną) odchodzi w niełaskę.. No a jeśli ser, to kozi, ciasto - francuskie (przecież nie drożdżowe?!). A sommelier to drugie imię przeciętnego Kowlaskiego.

No i teraz trochę sensualistycznej prywaty.. Otóż jeść uwielbiam, ale cała ta ogólnonarodowa krewetkowa podnieta mnie nie rusza. Właściwie jak pomyślę o moich doświadczeniach kulinarnych, to najlepiej wspominam chleb w smalcu smażony przez dziadka na patelni. A chleb jadłam z niejednego pieca :) Wiem, wiem, powiecie, że to z zazdrości, że gotować nie umiem. Ale tu pozwolę sobie na śmiałą tezę, czym może obrażę niejednego blogo-czytelnika. Uważam, że to całe zainteresowanie gotowaniem wynika z ubóstwa zainteresowań w innych sferach życia. Że mleczko kokosowe i trawę cytrynową łatwiej nabyć niż wiedzę, gdzie dokładnie leży Tajlandia. Idę o zakład, że miłośnicy kuchni różnorakich bez zadyszki wymienią 4 rodzaje maków (i nie chodzi mi o mak polny i lekarski), ale 4 główne wyspy Japonii, albo już nie daj Boże nazwisko jakiegokolwiek japońskiego pisarza pozostaną niezgłębioną tajemnicą. Konkludując - w kulinarnych snobizmach sensu nie odnajduję.

Właściwie już nie tylko z uwagi na własne (banalne) kulinarne upodobania, ale i z przekory, podtrzymuje prywatny kult kotleta mielonego. Tym bardziej lubię pierogi (nomen omen) ruskie, mizerię, a na śniadanie zajadam chleb z masłem, białym serem i szczypiorkiem. Uwielbiam zsiadłe mleko! Właściwie, jak kiedyś wreszcie nauczę się gotować (Ludzkości - nie trać nadziei!), to będzie to rosół i schabowy. I jeśli dane mi będzie wychowywać następne pokolenie Polaków, to przekażę im mój sekret na pomidorową (tylko jeszcze muszę go posiąść). Bo taki właśnie jest ten mój bigosowy patriotyzm, że tajską krewetkową ma w poważaniu.

czwartek, 4 lipca 2013

Jeśli szklanka jest do połowy pełna, to napełnij i drugą połowę!

Kiedy zastanawiasz się czemu nie cieszy Cię życie, odpowiedzi są dwie. Albo jesteś Mrukowatą Marudną Starą Zgredą albo... jesteś Mrukowatym Marudnym Starym Zgredem.. Innej opcji nie ma.

Bo życie jest radosne! I fascynujące, a powodów do radości dostarcza przynajmniej tysiąc każdego dnia. Jedziesz sobie autobusem linii 523 i starszy, taki zebrany w sobie pomarszczony i pogarbiony Pan wstaje i z uśmiechem na twarzy ustępuje miejsca młodej damie w ciąży (nie mylić z sensualistką). Ona się wzbrania, ale w efekcie jest przeszczęśliwa. I myślisz sobie, jak dobrze, że jest taki starszy pomarszczony, uprzejmy Pan, który ustąpi miejsca. Jak dobrze, że jest młoda Pani, co jej się chce być w ciąży i jechać autobusem. Jak dobrze, że obojgu chce się uśmiechnąć o 8.37. ŻYCIE JEST PIĘKNE!

Jest 8.50. Po tak pięknie rozpoczętym dniu w autobusie, wchodzisz do pracy, idziesz do kuchni, robisz kawę i znów życie jest piękne! Opróżniasz swój kubek latte i wraz z ostatnią kroplą masz wrażenie jakby Twoja do połowy pełna szklanka (wypełniona uśmiechem Pomarszczonego i Ciężarnej) opustaszała w sekundę..Więc myślisz sobie - czy jesteś Mrukowatą Marudną Starą Zgredą? Tę opcję naturalnie odrzucasz! Więc zastanawiasz się kto opustoszył moją szklankę? Jakby powiedzieli górale z Chicago: Kto ukradł Twój oscypek i została Ci tylko bryndza? No kto, kto?!? Wołasz na hali!

I dobrze wiesz! To Ty opróżniłaś swoją szklankę, to Ty polałaś żurawiną ten oscypek i oddałaś za bezcen! Ty! Więc moja miła, Sensualistko i Ty sensualisto też! Zabieraj swój owczy serek, napełniaj szklankę i ruszaj na Giewont! Na pewno jak tam wejdziesz, to znów ŻYCIE BĘDZIE PIĘKNE!!