Kulinaria to ostatnimi czasy temat intratny i popularyzowany przez
media. Zapewne tak jak to bywa z innymi trendami (czy jak mówił Bilguun
TRĄDAMI) także ten trąd odejdzie. Ale póki co moda na gotowanie trwa i
ma się świetnie. Wiadomo! Na kuchni tak jak na piłce nożnej, betonowych brzozach i medycynie znają się wszyscy Polacy! No i zawsze znajdzie się
jakiś market albo producent kaszy, który swój produkt chętnie ulokuje
(od "lokowanie") tu czy tam. Więc jak Polska długa i szeroka, gotujemy i
restauracjujemy. No ale my nie przyrządzamy już wędzonej makreli i
śledzia po kaszubsku, teraz tylko sashimi i nigiri (a futomaki
najlepiej pieczone). W domu mamy tylko ruccolę, sałata (teraz dla
odróżnienia nazywana maślaną) odchodzi w niełaskę.. No a jeśli ser,
to kozi, ciasto - francuskie (przecież nie drożdżowe?!). A sommelier to
drugie imię przeciętnego Kowlaskiego.
No i teraz trochę sensualistycznej prywaty.. Otóż jeść uwielbiam, ale cała ta ogólnonarodowa krewetkowa podnieta mnie nie rusza. Właściwie jak pomyślę o moich doświadczeniach kulinarnych, to najlepiej wspominam chleb w smalcu smażony przez dziadka na patelni. A chleb jadłam z niejednego pieca :) Wiem, wiem, powiecie, że to z zazdrości, że gotować nie umiem. Ale tu pozwolę sobie na śmiałą tezę, czym może obrażę niejednego blogo-czytelnika. Uważam, że to całe zainteresowanie gotowaniem wynika z ubóstwa zainteresowań w innych sferach życia. Że mleczko kokosowe i trawę cytrynową łatwiej nabyć niż wiedzę, gdzie dokładnie leży Tajlandia. Idę o zakład, że miłośnicy kuchni różnorakich bez zadyszki wymienią 4 rodzaje maków (i nie chodzi mi o mak polny i lekarski), ale 4 główne wyspy Japonii, albo już nie daj Boże nazwisko jakiegokolwiek japońskiego pisarza pozostaną niezgłębioną tajemnicą. Konkludując - w kulinarnych snobizmach sensu nie odnajduję.
Właściwie już nie tylko z uwagi na własne (banalne) kulinarne upodobania, ale i z przekory, podtrzymuje prywatny kult kotleta mielonego. Tym bardziej lubię pierogi (nomen omen) ruskie, mizerię, a na śniadanie zajadam chleb z masłem, białym serem i szczypiorkiem. Uwielbiam zsiadłe mleko! Właściwie, jak kiedyś wreszcie nauczę się gotować (Ludzkości - nie trać nadziei!), to będzie to rosół i schabowy. I jeśli dane mi będzie wychowywać następne pokolenie Polaków, to przekażę im mój sekret na pomidorową (tylko jeszcze muszę go posiąść). Bo taki właśnie jest ten mój bigosowy patriotyzm, że tajską krewetkową ma w poważaniu.
No i teraz trochę sensualistycznej prywaty.. Otóż jeść uwielbiam, ale cała ta ogólnonarodowa krewetkowa podnieta mnie nie rusza. Właściwie jak pomyślę o moich doświadczeniach kulinarnych, to najlepiej wspominam chleb w smalcu smażony przez dziadka na patelni. A chleb jadłam z niejednego pieca :) Wiem, wiem, powiecie, że to z zazdrości, że gotować nie umiem. Ale tu pozwolę sobie na śmiałą tezę, czym może obrażę niejednego blogo-czytelnika. Uważam, że to całe zainteresowanie gotowaniem wynika z ubóstwa zainteresowań w innych sferach życia. Że mleczko kokosowe i trawę cytrynową łatwiej nabyć niż wiedzę, gdzie dokładnie leży Tajlandia. Idę o zakład, że miłośnicy kuchni różnorakich bez zadyszki wymienią 4 rodzaje maków (i nie chodzi mi o mak polny i lekarski), ale 4 główne wyspy Japonii, albo już nie daj Boże nazwisko jakiegokolwiek japońskiego pisarza pozostaną niezgłębioną tajemnicą. Konkludując - w kulinarnych snobizmach sensu nie odnajduję.
Właściwie już nie tylko z uwagi na własne (banalne) kulinarne upodobania, ale i z przekory, podtrzymuje prywatny kult kotleta mielonego. Tym bardziej lubię pierogi (nomen omen) ruskie, mizerię, a na śniadanie zajadam chleb z masłem, białym serem i szczypiorkiem. Uwielbiam zsiadłe mleko! Właściwie, jak kiedyś wreszcie nauczę się gotować (Ludzkości - nie trać nadziei!), to będzie to rosół i schabowy. I jeśli dane mi będzie wychowywać następne pokolenie Polaków, to przekażę im mój sekret na pomidorową (tylko jeszcze muszę go posiąść). Bo taki właśnie jest ten mój bigosowy patriotyzm, że tajską krewetkową ma w poważaniu.
Lubię Cię. Mielonych nie lubię. Schabowy może być;)
OdpowiedzUsuńnormalnie trzeba czekać dłużej niż na nowy odcinek kapitana bomby...
OdpowiedzUsuń